Google+ YouTube
Volkswagen Caddy Maxi – dwa oblicza | Test

Volkswagen Caddy Maxi – dwa oblicza | Test

W życiu każdego mężczyzny przychodzi taki moment, kiedy zmieniają się priorytety, a w otaczających przedmiotach zaczyna on doceniać przede wszystkim walory użytkowe. Posiadanie rodziny zmusza do bardziej pragmatycznego podejścia do kwestii samochodu. Co jednak ma począć prawdziwy samiec alfa, dla którego przesiadka z dowolnego, równie fascynującego co niepraktycznego ulubionego np. Coupe, do rodzinnego kombi, vana czy innego „tatkowozu” jawi się jako motoryzacyjny koszmar?


Idealną propozycją, nie umniejszającą ani grama męskości, wydają się wówczas rodzinne, bardziej cywilizowane adaptacje popularnych roboczych kombivanów. Wśród nich warto przyjrzeć się bliżej cywilnej odmianie Caddy w przedłużanej wersji Maxi. Testowana wersja użytkowego Volkswagena właśnie schodzi ze sceny, ustępując miejsca nowej, czwartej generacji modelu Caddy, produkowanego w podpoznańskich zakładach. Ostatnie tygodnie sprzedaży mogą być świetną okazją do zakupu aktualnej wersji pojazdu na korzystnych warunkach – importer, któremu zależeć będzie na zwolnieniu miejsca na placach i w salonach sprzedaży dla nowego modelu, z pewnością będzie kusił atrakcyjnymi rabatami.


Volkswagen Caddy posiada bardzo dużą zaletę – patrząc z daleka na bryłę auta z przyciemnianym szybami, trudno stwierdzić, czy jego kierowca jest właśnie w pracy i przewozi różnorodne ładunki, czy podróżuje z rodziną i kompletem bagaży. Podczas kilkudniowego testu udało mi się poznać te dwa oblicza niezwykle wszechstronnego auta. Pierwsze kilka dni testów upłynęło mi w roli odpowiedzialnego ojca rodziny. Na pokładzie prowadzonego przeze mnie samochodu, oprócz małżonki podróżowało także dziecko w foteliku, oraz spory ekwipunek – trzy duże walizki, wózek dziecięcy, łóżeczko turystyczne i kilka niewielkich toreb. Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie upchnięcia tego wszystkiego na pokład klasycznego kombi, SUV-a czy nawet niektórych minivanów. Wszystko to dzięki zwiększonym wymiarom auta. 7-osobowa, przedłużona wersja Caddy jest długa na 4,87 m i szeroka na 1,79 m. Przy rozłożonych wszystkich rzędach siedzeń przestrzeń bagażowa wynosi 530 l. Wystarczy jednak je złożyć lub całkowicie wymontować by urosła do imponujących 3880 l. Zajęcie miejsca w tylnym przedziale pasażerskim umożliwiają boczne, przesuwane drzwi. Żeby usadowić się na trzecim rzędzie siedzeń, wystarczy dwoma ruchami złożyć siedzenia drugiego rzędu. Po zajęciu miejsca w ostatnim rzędzie miła niespodzianka – jest tu zaskakująco wygodnie, a miejsca na nogi i nad głową jest wystarczająco nawet dla dorosłej osoby, co jest raczej rzadkością w „oślich ławkach” większości minivanów i SUV-ów w układzie siedzeń 5+2. Do bagażnika dostaniemy się po otwarciu do góry bardzo wysokiej klapy. Otwierane na boki drzwi dwuskrzydłowe byłyby wygodniejszym rozwiązaniem. Ostatnie dni testu wykorzystałem do sprawdzenia możliwości użytkowych pojazdu. By otrzymać wspomnianą, maksymalną powierzchnię bagażnika trzeba nagimnastykować się z fotelami dwóch rzędów siedzeń. Wymontowanie zarówno ostatniej kanapy, jak i dzielonego, drugiego rzędu wymaga sporo samozaparcia. Jeśli jednak chcemy przewozić spore gabaryty, gra jest warta świeczki. Duża przestrzeń ładunkowa, wysoki dach, płaska podłoga i spory otwór załadunkowy, pozwalają bez problemu umieścić i przewieźć np. pralkę, duże kartony i inne ładunki będące poza możliwościami przewozowymi tradycyjnych konstrukcji.


Volkswagen Caddy Maxi nawet nie próbuje tuszować swojego surowego, dostawczego rodowodu, także w bogato wyposażonej wersji Comfortline. Co prawda posiada wiele rozwiązań, które sprawiają, że dalekie rodzinne podróże są bardziej znośne, to jednak przyszli nabywcy muszą mieć świadomość, że wszechstronność auta jest okupiona kilkoma ograniczeniami. Wnętrze samochodu jest typowe dla użytkowych Volkswagenów. Dominują tu twarde, czarne i szare plastiki, deska rozdzielcza jest do bólu prosta i poprawna, przez co kokpit jest trochę nudny i przytłaczający. W jego odbiorze niewiele pomagają boczki drzwi wykończone brązowym materiałem i dwukolorowe obicie foteli. Wspomniany pakiet Comfortline wzbogaca wnętrze m.in. o skórzaną kierownicę i dźwignię skrzyni biegów i hamulca ręcznego, dobrze grające nagłośnienie audio, tempomat i boczne poduszki powietrzne chroniące głowę i klatkę piersiową. W środku ma być praktycznie, a nie efektownie i tak właśnie jest. Znajdziemy tu wiele przydatnych i wygodnych schowków, uchwytów i półek. Na dużym wyświetlaczu znalazło się miejsce dla znanego z innych modeli producenta systemu multimedialnego, który choć trochę już przestarzały, oferuje wygodny i intuicyjny dostęp do funkcji radia czy nawigacji. Pasażerom za plecami kierowcy może doskwierać brak możliwości regulacji prawie pionowo ustawionych oparć foteli. Szybki rozsuwane na boki przypominają o dostawczym rodowodzie auta. Daje on o sobie znać także podczas jazdy – powyżej 100 km/h w kabinie zaczyna robić się głośno, a do uszu podróżnych co jakiś czas dochodzą typowe dla „blaszaków” odgłosy nadwozia i spod podłogi. Wadą modelu Caddy, która przeszkadzała mi również w wersji CrossCaddy, jest bardzo twarde i nieprzyjemnie dobijające na uskokach zawieszenie. Głuche i ciężkie uderzenia szczególnie odczuwalne są na kołach tylnej osi.


Testowany egzemplarz napędzała dobrze znana w gamie Volkswagena jednostka 2.0 TDI w wariancie mocy 140 KM. Jednostka ta wydaje się z pewnością optymalniejszym wyborem niż słabsze o kilkadziesiąt koni wersje dostępne w ofercie. Silnik, w którym za przeniesienie napędu odpowiada 6-stopniowy, dwusprzęgłowy automat DSG, cechuje się zupełnie poprawną elastycznością, jak na tak ciężką i mało opływową konstrukcję. Od zera do 100 km/h przyśpiesza auto w 11,3 s., choć w przypadku tego segmentu nie ten parametr jest najistotniejszy. Dużo ważniejsze jest tu spalanie. W czasie testów Caddy Maxi zużywał średnio 7-8 l/100 km. Wartości te wzrastały do ok. 10 l w ruchu miejskim. W nieśpiesznie pokonywanej trasie udało się osiągać nawet deklarowane przez producenta 5,9 l. Lepszą trakcję w czasie jazdy zapewnia napęd na cztery koła 4MOTION. W aucie tego typu, które często porusza się po nieutwardzonych drogach, np. na placach budowy, możliwość przeniesienia momentu obrotowego na koła, które w danej chwili bardziej go potrzebują jest nieoceniona.


Caddy Maxi w testowanej wersji Comfortline kosztuje od 110 162 zł. Całkiem sporo jak na dostawcze auto z możliwością w miarę komfortowego użytkowania jako auto rodzinne. Cena ta jest jednak kosztem wszechstronności, którą oferuje – żadne kombi czy minivan nie jest w stanie w ciągu kilku minut zamienić się z rodzinnego wycieczkowca w pełni funkcjonalne auto dostawcze.

 

Ocena

Volkswagen Caddy Maxi – dwa oblicza | Test

67/100
  • 13/15
  • 13/15
  • 9/15
  • 6/10
  • 9/15
  • 6/10
  • 5/10
  • 6/10
Komentarze

Informacja

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Informacja

Aktualnie brak komentarzy.