Google+ YouTube
Suzuki SX4 S-Cross – przeciętność też może być zaletą | Test

Suzuki SX4 S-Cross – przeciętność też może być zaletą | Test

Nie każdy crossover musi być manifestem oryginalności, wykwintnego stylu czy oszałamiających parametrów. Kto szuka do bólu praktycznego i wszechstronnego SUV-a na co dzień, powinien zainteresować się propozycją Suzuki.

Stylistykę japońskiego crossovera można określić jednym słowem – poprawna. Zarówno w zewnętrznej bryle, jak i we wnętrzu pojazdu próżno szukać stylistycznych smaczków, rewolucyjnych rozwiązań czy oryginalnych detali. Samochód niczym nie wyróżnia się z tłumu, a pierwsze wrażenie jest właściwie żadne. Z drugiej jednak strony linia jest świeża, zgodna z aktualnym trendami, i z pewnością będzie się wolno starzeć. W oczy rzucają się przede wszystkim duże przednie reflektory zachodzące na boki oraz linia szyb wspinająca się ku tyłowi, zgrabnie zakończona na słupku C. Tył ze sporymi światłami zamyka spójną bryłę samochodu. O ile SX4 Classic jest tylko aspirującym do grona niewielkich SUV-ów miejskim autem z segmentu B, tak SX4 S-Cross to pełnoprawny crossover o przyzwoitych parametrach „outdoorowych” (zwrot „terenowych” byłby tu nadużyciem). Potwierdzają to wymiary auta: 4,3 m długości, 1,76 m szerokości, 1,57 m wysokości oraz rozstaw osi równy 2,6 m stawiają auto w równym rzędzie z chociażby Nissanem Qashqaiem, Mitsubishi ASX, Hyundaiem ix35 i podobnymi konstrukcjami. Na ich tle bardzo konkurencyjnie wypada przestrzeń bagażowa: od 430 do max 1269 l pojemności to niezły wynik.


Wnętrze modelu SX4 S-Cross zostało opracowane w duchu starej, dobrej japońskiej szkoły projektowania. Nie ma zbyt wiele wspólnego z finezyjnymi projektami znanymi chociażby z aktualnych modeli Mazdy, Hondy, czy nawet Nissana. Dominujące tu twarde, czarne i wyglądające na tanie plastiki, nie robią dobrego wrażenia, choć ich spasowanie wydaje się solidne. W praktycznym nadwoziu otrzymujemy do bólu praktyczny kokpit. W testowanej, topowej wersji wyposażenia XLED głównym elementem deski rozdzielczej jest spory wyświetlacz z dość intuicyjną obsługą systemów multimedialnych auta. Co zaskakujące, menu oraz nawigacja w samochodzie przeznaczonym na polski rynek są w języku angielskim. Z innych słabych stron kokpitu – po długim poszukiwaniu przycisku zmieniającego wskazania komputera pokładowego, okazało się, że odpowiadającym za to jest pokrętło przy prędkościomierzu, które w innych autach służy głównie do zerowania licznika kilometrów lub regulacji jasności wyświetlacza. Poza tym do obsługi deski rozdzielczej nie mam większych zastrzeżeń. Przyciski są wygodne i czytelne. W trakcie dalszych podróży docenimy także głębokie wgłębienia na napoje w boczkach drzwi oraz w tunelu centralnym. Oddany nam do testów egzemplarz był popisowo wyposażony prawie we wszystko, co można znaleźć na liście życzeń producenta. W aucie klasy średniej niższej znalazło się miejsce na np. tempomat, przednie i tylne czujniki parkowania, kamerę cofania, dwustrefową klimatyzację, bezkluczykowy dostęp, podgrzewane przednie fotele czy system RBS (Radar Brake Support). Wykrywa on przeszkodę przed autem i w razie potrzeby aktywuje samoczynne hamowanie. Zalety systemy są niezaprzeczalne, niestety działa on tu trochę panicznie aktywując irytujący alarm gdy tylko zbliżymy się w ocenie systemu na zbyt małą odległość od przeszkody. W praktyce jest to kilkadziesiąt metrów – prędzej czy później każdy będzie wolał wyłączyć system niż co chwila podskakiwać na fotelu gdy alarm zacznie dzwonić w uszach po każdym pojawieniu się innego auta daleko przed nami.


Oferta silnikowa modelu ogranicza się jedynie do dwóch jednostek o pojemności 1.6: benzynowego VVT oraz wysokoprężnego DDiS. Nasz testowy egzemplarz napędzał 4-cylindrowy silnik wolnossący o mocy 120 KM. Motor ten nie grzeszy elastycznością – swój mizerny maksymalny moment obrotowy 156 Nm osiąga dopiero przy 4400 obr./min. Praktycznie w każdym zakresie prędkości obrotowych silnika brakuje mu pary. Żeby wykrzesać z niego choć trochę wigoru trzeba kręcić go w górnych partiach wskazań obrotomierza, generując przy okazji wiry w baku zasysające paliwo z prędkością ponad 15-17 l/100 km. Spokojnej jeździe towarzyszy spalanie w granicach 6,5-7 l/100 km, co jest o ponad 1 litr wartością wyższą od deklarowanej przez producenta. Wyprzedzanie trwa tu wieczność i choć maksymalnie można rozpędzić się do 175 km/h to powyżej autostradowych 140 km/h pogarszający się komfort dźwiękowy i rosnące spalanie skutecznie zniechęca przed dalszym wciskaniem pedału gazu. Zawieszenie auta zestrojono dosyć sztywno jak na crossovera, a przejazdowi przez podłużne uskoki towarzyszy dobijanie kół. Auto najlepiej czuje się na prostych, w zakrętach jest nerwowe i mało stabilne.


SX4 S-Cross to w założeniu pojazd, którym można poruszać się zarówno w środowisku miejskim, jak i w niewymagającym terenie. O to, by „przełajowe” możliwości auta nie kończyły się jedynie na wysokich krawężnikach, dba napęd 4WD oraz 17-centymetrowy prześwit. Autorski system Suzuki All Grip kontroluje pracę zarówno napędu, jak i silnika, systemu ESP, skrzyni biegów oraz wspomagania układu kierowniczego. Wzorem droższych konstrukcji na panelu środkowym umieszczono obrotowy kontroler „Drive Mode Select” z możliwością wyboru spośród 4 trybów pracy napędu. Poza miejskim Auto i przydającym się w zakrętach Sport, mamy także tryb Snow oraz Lock. Snow nieźle sprawdza się na wszystkich śliskich nawierzchniach, takich jak śnieg, piasek, czy niezbyt grząskie błoto. Moment obrotowy jest tu rozdzielany na obie osie w zależności od tego, która w danym momencie bardziej go potrzebuje. W trybie Lock mamy lepszą gwarancję wydostania się z większych opresji, np. grząskiego błota czy głębszego piasku. Większość momentu obrotowego jest wówczas przekazywana na tył.


Suzuki SX4 S-Cross to idealne auto dla osób niewymagających zbyt wiele od samochodu. Idealnie sprawdzi się jako nieśpieszny środek transportu na działkę poza miastem, grzybobranie i towarzysz innych atrakcji trochę dojrzalszych kierowców. Absolutnie nie jest to żadną złośliwością. S-Cross to po prostu przyzwoite auto o niezłych pozamiejskich parametrach, które dla młodych, dynamicznych użytkowników, czy nawet rozwojowych rodzin może okazać się jednak zbyt ociężałe i ospałe. Poza tym S-Cross w najbogatszej konfiguracji, oddanej nam do dyspozycji to niezbyt tania propozycja. Podczas gdy na wyjściową wersję z napędem tylko na przednia oś trzeba przeznaczyć min. 72 900 zł, „wszystkomający” XLED 4WD to już koszt od 92 900 zł.

Ocena

Suzuki SX4 S-Cross – przeciętność też może być zaletą | Test

62/100
  • 7/15
  • 10/15
  • 7/15
  • 6/10
  • 11/15
  • 7/10
  • 7/10
  • 7/10
Komentarze

Informacja

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Informacja

Aktualnie brak komentarzy.